Jak przetrwać święta

Jak przetrwać święta

Jak przetrwać święta i nie zwariować? Odpowiedź jest prosta… Wystarczy choinka i pięć kilo karpia… Dojście do takich wniosków zajęło mi trochę czasu ale teraz wszystko jest już proste.

Okres przedświąteczny cechuje się bieganiną, załatwianiem wielu spraw i nerwowością. Sprzątamy, kupujemy, przygotowujemy. W międzyczasie okazuje się, że w budżecie nie uwzględniliśmy naprawy samochodu, piekarnika i kupna nowej zimowej kurtki dla dziecka… Wszystko jest napięte i trzeszczy w szwach. A to nie koniec… Święta dopiero się zbliżają i wcale nie będzie lepiej. Odwiedzą nas goście, my odwiedzimy kogoś. Chcemy wypaść jak najlepiej. Wszystko musi być wysprzątane. Cały dom ma błyszczeć (nie zapomnijmy o oknach) a nasz stół powinien być dokładnie zapełniony wyszukanymi potrawami.  Tylko czy takie postępowanie ma jakikolwiek sens? Możemy mieć dosyć zanim święta się zaczną. bardziej prawdopodobne jednak, że dotrwamy do nich, tylko będziemy tak wykończeni, iż nie przyniosą nam żadnej radości. Te kilka dni, wolnych od normalnych obowiązków, zlecą nam bardzo szybko. Będziemy zbyt zmęczeni by się nimi cieszyć.

Choinka

Kiedyś przejmowałam się wszystkim. Starałam się wszystko dopiąć. Nie wiedziałam w co włożyć ręce. Mój mąż tego nie zauważał. Podchodził do wszystkiego ze stoickim spokojem. Tydzień do wigilii a my nie mamy choinki, nie mamy ozdób, nie mamy nic. To nasze pierwsze święta i nowe mieszkanie. Nie reaguję gdy on po raz kolejny przegląda oferty telewizorów (telewizora też nie było). Jestem oazą spokoju. I właśnie układam zestaw wigilijnych dań, testując funkcje nowego piekarnika (wyposażenie kuchni na szczęście było). Dwa dni do wigilii. Mąż dzwoni uradowany i mówi o niespodziance. Jestem szczęśliwa – wszystko będzie dobrze. Na pewno wróci z cudowną choinką i ozdobami. Zaraz wszystko pięknie udekorujemy, potem jeszcze się posprząta… Zdążymy! Cóż… Nie byłam już oazą spokoju gdy przyjechał z telewizorem… Choinkę przywiózł w samą wigilię. Święta się udały i były cudowne.  Nie! – Nie, dzięki telewizorowi 🙂 Dzięki tej choince. Musiałem przerwać i oderwać się od obowiązków, które sama sobie narzuciłam. Zamiast tego wspólnie rozstawialiśmy i ubieraliśmy choinkę. Samo jej umieszczenie w naszym 40 metrowym apartamencie było już sporym wyzwaniem…   W ten piękny wigilijny dzień odrzuciłam normalność i skupiłam się na czymś innym. Ubieranie choinki w wigilię stało się rytuałem. A, że nie posprzątane? A, że nie perfekcyjnie? nikogo to nie obchodzi. Razem, wspólnie, bez pośpiechu, powoli, z uśmiechem i żartem. To jest ważne. A sama kolacja wigilijna? I tu właśnie dochodzimy do 5 kg karpia…

Karp

Jako dietetyczka zawsze starałam się aby moje potrawy były inne, wyszukane, niecodzienne, atrakcyjne. Spędzałam sporo czasu na tworzeniu nowych przepisów. Na budowaniu ich otoczki. Nie tylko samym przygotowaniu ale podaniu i wyglądzie. To bardzo absorbujące. Byłam bardzo podatna na to jak ocenią mnie inni. Przejmowałam się tym. Złościłam się też, że mąż nie do końca to zauważa i docenia. Owszem mówił jakie to dobre. No ale zaraz, zaraz?  Jak to tylko dobre? Jak ja spędziłam tydzień na przygotowaniach! Dlatego pewnego razu postanowiłam, że przejdę samą siebie. Przygotuję takie potrawy, że wszyscy oniemieją z zachwytu. I prawie mi się udało. Wszystko było na dobrej drodze. Zaczęło się niepozornie… Od awarii płyty indukcyjnej. Później było gorzej. Posłuszeństwa odmówiła lodówka. Znienacka zaatakowało zapalenie płuc. A potem… Potem usłyszałam   „Oj daj spokój z tym wszystkim. Najważniejszy jest karp, jak będzie ryba to reszta nie jest potrzebna.” No i była ryba… Był jej całe pięć kilo. To było pierwsze główne danie. Tak samo zresztą jak drugie i trzecie. Nie było fajerwerków. Za to było spokojnie, bez napięcia. I na szczęście wszyscy byli prawie zdrowi. Każdy był zadowolony. A z racji braku  wyszukanych reprezentacyjnych dań każdy szczerze chwalił i cieszył się z tego co jest. Pełen spokój.

Spokój

Gdy dużo później  w okresie świątecznym zmienialiśmy mieszkanie byłam spokojna. Nie jest łatwo zrobić to szybko. Nie jest prosto wszystko zgrać. Jednocześnie sprzedać stare, kupić nowe. Mając jeszcze na uwadze, że już za moment nasza rodzina się powiększy. Jednak wszystko się udało, bezproblemowo. A dlaczego? Bo była choinka i pięć kilo karpia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.